Ekologiczna ściema

November 14, 2018 Kamila Sadowska-Lasyk No comments exist

20 września 1991 roku, kiedy Czarnogóra była jeszcze jugosłowiańską republiką, posłowie jej Skupsztiny* zgromadzili się w Żabljaku, by przyjąć “Deklarację o ekologicznym państwie Czarnogórze”. Zgromadzenie odbyło się na świeżym powietrzu, a Żabljak, będący stolicą Parku Narodowego Durmitor, był miejscem nieprzypadkowym – Durmitor jest bowiem jedynym parkiem narodowym Czarnogóry wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO dzięki programowi Człowiek i Biosfera. Okoliczności były więc doniosłe, zaś treść samej deklaracji krótka i szlachetna – otóż posłowie zobowiązali się mieć na względzie środowisko naturalne, wspólnie i ponad podziałami działać na rzecz jego ochrony. Ogłosili, że Czarnogóra zostanie państwem ekologicznym. Deklaracja została zaprezentowana w ONZ. Później ten zapis znalazł się w pierwszym artykule konstytucji i jest w niej do dziś.

27 lat i dwa państwa później** widzimy, że Czarnogóra jest ekologiczna tylko na papierze. Aktywiści są przekonani, że deklaracja była zagrywką marketingową, która miała pomóc jej stać się członkiem wspólnoty międzynarodowej. Dziś wiemy już, że przez te wszystkie lata nie tylko nie stała się bardziej ekologiczna, ale wręcz przeciwnie – mieszkańcy nadmorskich miejscowości zauważają, że plaże i morze są coraz bardziej zaśmiecone. W ekologicznym państwie żaden fragment morza nie jest chroniony, zaś planowane są odwierty naftowe, przeciwko którym protestują ekolodzy oraz mieszkańcy wybrzeża. Czy słusznie? Możliwe, że 27 lat nicnierobienia państwa na rzecz ochrony przyrody pozwala im przypuszczać, że nie obejdzie się bez łamania przepisów i ryzyko katastrofy ekologicznej jest zbyt duże.

Nie dawniej niż miesiąc temu, wyszło na jaw, że podczas budowy autostrady Bar – Boljare częściowo zniszczone zostało koryto rzeki Tary. Ekipa badaczy, która dostała za zadanie zbadać powstałe szkody, poinformowała o znacznym zubożeniu ekosystemu rzeki nazywanej “łzą Europy” (która zresztą płynie przez wspomniany wyżej Park Narodowy Durmitor). Są przekonani, że do katastrofy nie doszłoby, gdyby wykonawcy przestrzegali przepisów.

W Czarnogórze brak spójnego i uporządkowanego systemu zarządzania odpadami oraz jakichkolwiek regulacji dotyczących jakości powietrza. Przepełnione śmietniki są obecne nawet na wybrzeżu, gdzie podczas sezonu włodarze miast nie umieją sobie poradzić z tym problemem. Jeśli nie umieją poradzić sobie z tym problemem w miejscach i w terminie, gdzie spodziewają się turystów – łatwo można wyobrazić sobie, że nie radzą sobie z nim zupełnie. Powstające regulacje prawne istnieją tylko na papierze, wymogi nie są egzekwowane zaś łamanie prawa nie jest karane.

Ministerstwo Turystyki i Zrównoważonego Rozwoju może i coś robi, ale robi niewiele i nie ma to zbyt dużego znaczenia i mocy sprawczej. Rząd powołał nawet specjalną agencję do spraw ochrony środowiska naturalnego, radę do spraw zrównoważonego rozwoju, powstają akty prawne, plany i strategie, które najzwyczajniej w świecie nie mają żadnej mocy, są ignorowane. Rząd wysłuchuje raportów i wskazówek powołanych przez siebie organów i… nic z nimi nie robi.

Politycy lubią za to z dumą przypominać o deklaracji z 1991 roku. Aktywiści… też lubią o niej przypominać, ale ze wstydem. Jeszcze trochę zostało w tej kwestii do zrobienia – mówią politycy. To martwy zapis – mówią ekolodzy.

Problem nie tkwi jedynie w braku przepisów lub nieprzestrzeganiu istniejących. Wiatr, który roznosi reklamówki, płonące śmietniki i nielegalne wysypiska to niestety codzienność w wielu miejscach. Podobnie jak wyrzucanie śmieci przez okno jadącego samochodu, leżące na chodnikach papierki czy wszechobecne jednorazowe siatki. Widoczny jest brak podstawowej edukacji społeczeństwa w tym zakresie.

Przypomnijmy też, że hasłem reklamowym czarnogórskiej turystyki jest Montenegro – Wild Beauty. Ostatnie dwudziestolecie rozwoju turystyki w tym kraju pokazuje raczej coś odwrotnego – Rade Ratković, rektor Wydziału Biznesu i Turystyki w Budwie powstające w szybkim tempie hotele nazywa “betonowymi mastodontami”. Ratković uważa, że w dużej części jest to wina kierunku w jakim poszła czarnogórska turystyka – ukierunkowanie na turystów z Serbii i Rosji, a także wyjątkowo krótki i intensywny sezon. Zwraca uwagę na zapomnianą północ, w której tkwi potencjał wspomnianej w konstytucji ekologii. Masowa urbanizacja, a co za tym idzie postępujące zniszczenie niektórych terenów, wiąże się też z brakiem odpowiednich planów zagospodarowania przestrzeni i niezwykle popularnym zjawiskiem jakim wciąż jest budowa “na dziko”. Mimo istniejących regulacji brak penalizacji sprawia, że budynki wciąż powstają gdzie chcą i jak chcą, nie mając na względzie środowiska – głównie na wybrzeżu.

Stereotyp mówi, że Czarnogórcy są niezwykle leniwi – może w tym tkwi problem? Nie spieszą się z realizacją postanowień z 1991 roku – w Czarnogórze na wszystko jest czas. Wiadomo jednak, że idea państwa ekologicznego została całkowicie skompromitowana. Jest kolejnym przykładem niekompetencji polityków, którzy jak widać nie potrafią, jak to zapowiadali 27 lat temu, działać na rzecz środowiska ponad podziałami.

* Skupsztina to jednoizbowy parlament

** w 2003 roku Federacyjna Republika Jugosławia zmieniła się w Serbię i Czarnogórę, zaś w 2006 roku Czarnogóra ogłosiła niepodległość

Author: Kamila Sadowska-Lasyk

Matka Polka w Czarnogórze. Absolwentka filologii serbskiej na Uniwersytecie Śląskim, stypendystka programu wymiany studenckiej w Nowym Sadzie. Posiada licencję przewodnika, chociaż jej nie używa. W wolnych chwilach chodzi na siłownię, czyta książki i usiłuje poszerzać horyzonty.

Please follow and like us:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *