Marina Abramović – zakochana w świecie

December 27, 2017 Daniel Bereziński No comments exist

Nazywana diwą performancu. Przez lata przeszła ewolucję chcąc dotrzeć do ludzkich serc i umysłów. Zaczynała od hippisowskiej kontrowersji, by na końcu stać się artystą obecnym.

Urodziła się w 1946 roku w Belgradzie. Jej ojciec Serb, matka Czarnogóra, byli wiernie oddani Titowskiej rewolucji. Wychowywana po żołniersku. W sposób chłodny, wyrachowany. Duchowość odnajduje u babci,którą wspomina jako bardzo religijną osobę. Ten rozdźwięk wpływa na jej postawę. Stojąc na szczycie góry Lovćen przedstawia się jako twór wieloosobowy. – Jest wiele Marin we mnie – tłumaczy. Silna, nie bacząca na przeszkody. Smutna i samotna. A także duchowa. Trzecia jest tą ulubioną. Jej zdecydowała się zaufać najbardziej.

Pierwszy kontakt ze sztuką miała poprzez malarstwo. Pewnego dnia odwiedził ją wujek. Wziął farby i przez kilka godzin tworzył abstrakcyjne wzory. Następnie postawił płótno na krześle i podpalił. – Spójrz, to jest zachód słońca – powiedział. Ten akt miał zdeterminować twórczość Mariny Abramović. Zrozumiała, że sztuka powinna być subiektywna, osobista. Cechą charakterystyczną jej występów jest łamanie bariery miedzy widzem a artystą, miedzy dziełem a procesem twórczym. Sztuka jest tymczasowa, ulotna.

W 1972 roku ukończyła studia na Akademii Sztuk Pięknych w Zagrzebiu, rozpoczęte w belgradzkim odpowiedniku. W tym czasie zaczęła swoje eksperymentalne występy. Jako formę wyrazu wybrała performance. Jako narzędzie – własne ciało. Bazowała na prowokacji, pierwotnych emocjach, obrzydzeniu, nagości, bezpośredniości. Najbardziej znany projekt tego okresu, to seria występów zatytułowanych Rythm, z numerem 0 na czele. Artystka na sześć godzin zamknęła się w sali z widownią. Stała nieruchomo. Na stole przygotowała kilkanaście przedmiotów. Grzebień, chustkę, różę, nożyczki, naładowany pistolet. Oddała się w ręce widowni, ukazując brutalne, pierwotne instynkty drzemiące w ludziach.

Los na kilkanaście lat związał ją z Ulayem, niemieckim performerem. Połączyło ich niezwykłe uczucie, rodzaj duchowej więzi. Prowadząc hippisowski styl życia podróżowała po Europie furgonetką Citroena. Samochód na ten czas był także ich domem. – Wtedy wybierając performance liczyłeś się z biedą – wspomina po latach Ulay. Ich relacje ulegały pogorszeniu, by zostać zerwane ostatecznie w 1988 roku. The Lovers/ The Great Wall był ich ostatnim wspólnym występem. On ruszył z zachodu, ona ze wschodu Wielkiego Muru Chińskiego. Po trzech miesiącach spotkali się w połowie, by po raz ostatni się uściskać i nigdy więcej nie zobaczyć.

Tragedia konflików na Bałkanach, nie ominęła Mariny Abramović. Odpowiedzią i próbą rozliczenia się z problemem była praca Balkan Baroque w 1997 roku podczas weneckiego Bienalle. Serbia i Czarnogóra nie zgodziły się by Marina ich reprezentowała. Ostatecznie mimo trudności, wystawę udało się przeprowadzić Odbyła się w piwnicy pawilonu, której żaden inny artysta nie chciał wziąć. Siedząc na stercie krowich gości, nucąc bałkańskie melodie, czyściła je z resztek krwi i mięsa. – Zapach unoszący się w środku był straszny, efekt strasznie dobry. Zaduch, marazm, cierpienie, potęgują wrażenie autodestrukcji. Nie ma przeszłości, przyszłość nie istnieje, jest tylko teraźniejszość, która się liczy. Wymazanie świadomości prowadzi do tragedii – głosiły opinie krytyków. Marina Za swą pracę otrzymała nagrodę Złotych Lwów. Po raz pierwszy zrobiło się o niej głośno. Przedarła się do publicznej świadomości.

Ambicją artystki stało się spopularyzowanie performance. Wyjście z niszy. Sprawienie by był powszechnie znany i akceptowany. Złagodziła więc formę występów. Nadała im nieco teatralnego rytu. Przyciągnęła w ten sposób nowe rzesze odbiorców. Nie uciekała jednak od klasycznych form wyrazu. Punkt kulminacyjny nastąpił w 2010 roku.

– Czterdzieści lat mają cię za wariata, by w końcu cię docenić – tak, wyraźnie zadowolona, reagowała na zainteresowanie jej wystawą. Muzeum Sztuki Współczesnej w Nowym Jorku zaprezentowało retrospekcję najważniejszych dzieł artystki. Marina przez trzy miesiące, w godzinach otwarcia muzeum, siedział  niemo w jednej z sal. Każdy mógł się dosiąść i spojrzeć jej w oczy. Chętnych były setki.Ludzie czekali godzinami na możliwość obcowania z artystą i uczestniczenia w spektaklu. Wśród nich pojawił się Ulay. Spojrzeli sobie w oczy. Przebaczyli. Pojednali. Po dwudziestu trzech latach. Sztuka stała się obecna.

D.

Author: Daniel Bereziński

Pierwsze kroki na Bałkanach postawiłem wieku dziewięciu lat A.D. 2000 na granicy węgiersko-chorwackiej podczas niestandardowego jeszcze jak na owe czasy, wakacyjnego wyjazdu. Przez kolejne siedemnaście lat dorastałem z Bałkanami, zacieśniając co raz mocniej wzajemne więzi. W międzyczasie zdarzyły się studia bałkanistyczne, staż w Radiio-Televizija Srbije, praca na planie serbskiego filmu, seminarium językowe w Ochrydzie czy wreszcie pilotowanie wycieczek turystycznych we wszystkich Yugorepublikach. Bałkany przybliżam filmem (Nowe Kino Bałkańskie), tekstem i każdą inną okazją. Uživaj!

Please follow and like us:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *