Studenckie bony – czyli czemu polskie erasmusy kochają swoich słoweńskich braci

December 15, 2017 Justyna Bardzińska 2 comments

Chyba nikogo nie obrażę wysuwając teorię, że Polacy lubią tanio. A jeszcze lepiej – za darmo. A najlepiej – dużo i za darmo. Sama przecież jestem Polką i ciężko mi ukryć błysk ekscytacji w oku gdy ktoś proponuje mi darmowe dobra, szczególnie, gdy jest to jedzenie. Nie bez powodu Polska została okrzyknięta Krajem Kwitnącej Cebuli. Odrzucając pretensjonalną dumę i idąc ramię w ramię z rzeczywistością tłumaczę czemu przeciętny polski student mógłby uznać Słowenię za Ziemię Obiecaną.

Dwa słowa. Studenckie bony. Co to jest i z czym to się je? Otóż, należy zacząć od tego, że słoweński rząd bardzo dba o swoich studentów i nie trzeba mu tłumaczyć, że „panie, nie mam, jestem studentem”. Funkcjonuje tu system subwencji dla osób mających status studenta w uczelni słoweńskiej ̶ obejmuje to zatem także osoby studiujące w Słowenii na zasadzie wymiany studenckiej typu Erasmus +, Cepus etc. Po krótce, po przyjeździe do Słowenii na Erasmusa zostajemy skierowani do biura, w którym dostajemy kartę SIM ze słoweńskim numerem i rejestrację w portalu dla studentów. Od tego czasu możemy korzystać z dopłaty do posiłków w restauracjach, punktach z żywnością, które biorą udział w programie (czyli ogromny procent, zaryzykowałabym, że może nawet 70). Co dalej? Idziemy do restauracji, mówimy kelnerowi „Dzień dobry, korzystam ze studenckich bonów, czy mogę prosić o odpowiednie menu?” w języku słoweńskim/angielskim (warto wspomnieć, że Słoweńcy posiadają supermoc mówienia po angielsku jak mówcy natywni, co jeszcze bardziej skłania mnie do knucia teorii, że są cyborgami). Następnie dostajemy menu, wybieramy pozycję, która i tak ma już sporo obniżoną cenę, kelner przynosi coś w rodzaju terminalu, wybieramy w telefonie kod 1808, z naszego telefony wydobywa się szum z kosmosu i dostajemy darmowy/pół darmowy posiłek. Na posiłek składa się danie główne, zupa dnia, sałatka, szklanka wody i często owoc/deser. Ceny za posiłki na bony wahają się w restauracjach od 1 do 5 euro (przy czym te za 5 euro to naprawdę fancy sprawa), ale mamy też masę punktów, gdzie możemy dostać posiłek jedynie za bona, bez dodatkowej dopłaty – są to na przykład punkty z burgerami, pizzami, tortillami, kanapkami itd.

Moje początku z korzystania z bonów, szczególnie w punktach bez dopłaty, były pełne wątpliwości, więc dzielę się lojalnie swoim doświadczeniem, aby nikt nie musiał powtarzać moich dylematów. Po pierwsze: nie ma się czego wstydzić. Z tego korzystają wszyscy i nikt na was nie spojrzy gorzej jeśli pójdziecie zjeść darmową pizzę. Pani za ladą się do was uśmiechnie, kelner zagada, a podnosząca na duchu kolejka z innych studentów utwierdzi w przekonaniu, że takie coś to w Słowenii norma. Pamiętam jak wygłaszałam wewnętrzne mowy dopingujące pod tytułem: to, że w Polsce za darmo to tylko Caritas i Czerwony Krzyż, nie znaczy, że w Słowenii jest podobnie, a następnie szłam tam z podniesioną głową niczym królowa nędzarzy (ale jednak królowa!). Nie ma sensu. Słoweńcy są bardzo bezpretensjonalni, bardzo sympatyczni i bardzo lubią swój system mocno wspomagający finansowo, a studenci z Erasmusa lubią go równie mocno. Pozwala to oszczędzić masę pieniędzy, które można spożytkować na rzeczy przyjemniejsze niż płacenie monstrualnych rachunków w restauracjach – podróże? Tak, bo Słowenia jest świetnym punktem wylotowym WSZĘDZIE. Zatem jak najbardziej polecam korzystanie z bonów. Minusy? Myślę, że wypadałoby ostrzec waszego partnera/partnerkę, że możecie wrócić z paroma nadprogramowymi kilogramami, które będą efektem troski słoweńskiego rządu aby studenci w Słowenii nie chodzili głodni. Mój chłopak nie ma prawa narzekać na to jaką formę w moim ciele przybrało jedzenie na bony, bo sam pokazał mi parę atrakcyjnych spotów, gdzie można dostać np. niezłe wege burgery – więc, ani słowa skargi! Kolejnym minusem, a może próbą utrzymania średniej wagi studentów na poziomie „jeszcze nie otyły”, jest to, że z bonów można korzystać co cztery godziny od 8 do 21. Ciekawostka: parę lat temu na bony można też było dostać piwo… tak.

Składając wszystko razem: przyjeżdżajcie masowo do Słowenii na Erasmusa, mamy darmowe jedzenie, piękne widoki i kompleksogennych ale przesłodkich Słoweńców mówiących wspaniale po angielsku. Całujemy gorąco i czekamy!

Author: Justyna Bardzińska

Please follow and like us:

2 Comments on “Studenckie bony – czyli czemu polskie erasmusy kochają swoich słoweńskich braci

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *