Big Bright Bang

November 30, 2017 Marcin Szafron No comments exist

Niewiele starsza od przeciętnego studenta Słowenia w ciągu jednego pokolenia nauczyła się całkowicie wykorzystywać naturalny potencjał. Niewielki kraj z frekwencją dwumilionowej Warszawy zrobił doskonały użytek ze swojego siedemdziesięcioprocentowego zalesienia, a choć wszędzie, począwszy od Alp na północy po wybrzeże Adriatyku napotykał utrudnienia w postaci wzniesień o niezwykle szerokiej amplitudzie, gospodaruje dostępną mu przestrzenią z chirurgiczną precyzją, nie obciążając nadmiernie obszarów zielonych. Status Zielonej Stolicy Europy przypadający w udziale Słowenii w ubiegłym roku, był skutkiem aktywności kulturowych i ekologicznych, świadczących o tym, że Słowenia ma się czym pochwalić.

W chwili obecnej z mocą lokomotywy parowej ruszyły w Lublanie działania przygotowujące miasto do nadchodzącej zimy, adwentu oraz świąt Bożego Narodzenia. Przystrojone niebieskim papierem witryny sklepów czy księgarń lśnią srebrno złotym blaskiem ozdób, bombek, łańcuchów, choinek pod którymi czerwienieją styropianowe prezenty, książki oraz bony upominkowe. Oczywiście mokry śnieg oraz dodatnia temperatura niczego nie ujmuje z niezwykłości starań i nie przeszkadza nikomu stać w kolejkach do rozkwitających coraz gęściej ulicznych straganów. Zapachy pieczonych kasztanów popijanych grzanym winem, z pływającymi w nim, niczym złote rybki, laskami cynamonu, goździkami i plastrami pomarańczy rokrocznie przypominają o niepowtarzalnym wydarzeniu, jakim jest, chociażby zapalenie świetlnych dekoracji. Uroczyste otwarcie oglądane z pokładów łódek pływających wzdłuż Lublanicy, z Trójmostu, z wysokości pomnika Preszerna złączy odwiedzających stolicę oraz tubylców, którzy nie spuszczając oczu z odrutowanych stelaży zawieszonych ponad ich głowami odliczać będą sekundy do tradycyjnego Big Bright Bang, wieńczącego pierwszy dzień grudnia i zainicjowanego monumentalnym – niech powstaną światła na sklepieniu niebieskim… Ta data, niczym kamień milowy, wyznacza czas sięgnięcia po adwentowy kalendarz. Z siłą dzwonu miłosierdzia bożego skruszy zwapniałe pracą serca, które zapomniały, że jest to okres przemyśleń, zmiany samego siebie, wyciągnięcia pomocnej dłoni ku potrzebującym. Zwróci uwagę na to, iż czasami wystarczy ciepłe słowo płynące prosto z duszy by polepszyć czyjś nastrój. Nawet trwający, nadal i mimo wszystko, listopad zdołał usłyszeć już wyśpiewywane przez kilkuosobowe chóry solistów kolędy niesione grzanym winem.

Można odnieść wrażenie, że rozpoczynający się konkurs przemian dyktowany bożonarodzeniowym szałem zakupów, wyścigami po najlepszy podarunek przystrojony papierowymi reniferami, napędzany wielojęzycznymi pastorałkami oraz marketowymi głośnikami bombardującymi wszystkich nieśmiertelnym Last Christmas blaknie wysuwając na pierwszy plan wewnętrzną, ukrytą w słowiańskiej ziemi moc promieniującą starą wiarą w ludzkie siły oparte na heroicznych legendach. Wydawać by się mogło, że sama Słowenia, na wzór Dickensowych trzech duchów nadaje kontekst i podsuwa słowa do pisania własnych opowieści wigilijnych.

Niewiele starsza od przeciętnego studenta Słowenia w ciągu jednego pokolenia nauczyła się całkowicie wykorzystywać naturalny potencjał. Niewielki kraj z frekwencją dwumilionowej Warszawy zrobił doskonały użytek ze swojego siedemdziesięcioprocentowego zalesienia, a choć wszędzie, począwszy od Alp na północy po wybrzeże Adriatyku, napotykał utrudnienia w postaci wzniesień o niezwykle szerokiej amplitudzie, gospodaruje dostępną mu przestrzenią z chirurgiczną precyzją, nie obciążając nadmiernie obszarów zielonych. Status Zielonej Stolicy Europy przypadający w udziale Słowenii w ubiegłym roku, był skutkiem aktywności kulturowych i ekologicznych, świadczących o tym, że Słowenia ma się czym pochwalić.

W chwili obecnej z mocą lokomotywy parowej ruszyły w Lublanie działania przygotowujące miasto do nadchodzącej zimy, adwentu oraz świąt Bożego Narodzenia. Przystrojone niebieskim papierem witryny sklepów czy księgarń lśnią srebrnozłotym blaskiem ozdób, bombek, łańcuchów, choinek pod którymi czerwienieją styropianowe prezenty, książki oraz bony upominkowe. Oczywiście brak śniegu oraz dodatnia temperatura niczego nie ujmuje z niezwykłości starań i nie przeszkadza nikomu stać w kolejkach do rozkwitających coraz gęściej ulicznych straganów. Zapachy pieczonych kasztanów popijanych grzanym winem, z pływającymi w nim, niczym złote rybki, laskami cynamonu, goździkami i plastrami pomarańczy rokrocznie przypominają o niepowtarzalnym wydarzeniu, jakim jest, chociażby zapalenie świetlnych dekoracji. Uroczyste otwarcie oglądane z pokładów łódek pływających wzdłuż Lublanicy, z Trójmostu, z wysokości pomnika Preszerna złączy odwiedzających stolicę oraz tubylców, którzy nie spuszczając oczu z odrutowanych stelaży zawieszonych ponad ich głowami odliczać będą sekundy do tradycyjnego Big Bright Bang, wieńczącego pierwszy dzień grudnia i zainicjowanego monumentalnym – niech powstaną światła na sklepieniu niebieskim… Ta data, niczym kamień milowy, wyznacza czas sięgnięcia po adwentowy kalendarz. Z siłą dzwonu miłosierdzia bożego skruszy zwapniałe pracą serca, które zapomniały, że jest to okres przemyśleń, zmiany samego siebie, wyciągnięcia pomocnej dłoni ku potrzebującym. Zwróci uwagę na to, iż czasami wystarczy ciepłe słowo płynące prosto z duszy by polepszyć czyjś nastrój. Nawet trwający, nadal i mimo wszystko, listopad zdołał usłyszeć już wyśpiewywane przez kilkuosobowe chóry solistów kolędy niesione kawą po irlandzku i grzanym winem.

Można w tym wszystkim odnieść wrażenie, że rozpoczynający się konkurs przemian dyktowany bożonarodzeniowym szałem zakupów, wyścigami po najlepszy podarunek przystrojony papierowymi reniferami, napędzany wielojęzycznymi pastorałkami oraz marketowymi głośnikami bombardującymi wszystkich nieśmiertelnym Last Christmas blaknie wysuwając na pierwszy plan wewnętrzną, ukrytą w słowiańskiej ziemi moc promieniującą starą wiarą w ludzkie siły oparte na heroicznych legendach. Wydawać by się mogło, że sama Słowenia, na wzór Dickensowych trzech duchów nadaje kontekst i podsuwa słowa do pisania własnych opowieści wigilijnych.

Author: Marcin Szafron

Urodzony i wychowany w Katowicach. Słowenista, kroatysta, technik gastronomii. Gotuje lepiej niż na to wygląda i nigdy nie wrócił z wakacji na Południu. Studia: Filologia Słowiańska na Uniwersytecie Śląskim. Stypendia: Lublania (Słowenia), Dubrownik (Chorwacja). Zawód: Student.

Please follow and like us:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *