11 rzeczy, które mogą Was zaskoczyć podczas zakupów w Czarnogórze

November 5, 2017 Kamila Sadowska-Lasyk No comments exist

Jeśli zamierzacie wybrać się do Czarnogóry na wakacje, może zdarzy się, że wpadniecie do lokalnego sklepu po piwo lub jakieś jedzenie. Może nawet będziecie zmuszeni do grubszych zakupów, bo na przykład rozwalą się wam japonki i na poszukiwanie nowych wyruszycie do jakiejś galerii lub chociaż miejscowego domu handlowego. Są rzeczy, które mogą wywołać Wasz uśmiech, zdziwienie lub wręcz osłupienie. Może nie ze wszystkimi się spotkacie, ale część z nich na pewno zapadnie wam w pamięci. A może już byliście na jakichś zakupach w Czarnogórze i macie podobne obserwacje? A może zupełnie inne? Chętnie się dowiem jakie są Wasze spostrzeżenia.

Dźwięki

Pierwsza rzecz, na jaką zwracasz uwagę wchodząc do większości czarnogórskich sklepów, od małych butików po duże „hipermarkety”*, jest muzyka. A raczej hałas. Muzyka leci naprawdę głośno, zdecydowanie zbyt głośno jak na miejsce, do którego nie przychodzimy w celach rozrywkowych. Co leci? A no różnie. Czasami Eminem, czasami aktualne hity tegorocznych wakacji, a czasami szlagiery jugosłowiańskich legend jak na przykład Bijelo Dugme. Toše Proeski też jest zawsze na czasie, możemy więc kupować chleb i masło podśpiewując Bože brani je od zla…”.

Ciemność, widzę ciemność

W wielu sklepach w Czarnogórze, zwłaszcza tych małych – lokalnych butikach z ciuchami, sklepach z częściami samochodowymi, casami do smartfonów, jest po prostu ciemno. Nie wiem, czy właściciele oszczędzają na prądzie, czy liczą na to, że klient nie widząc ceny kupi więcej, ale mnie to osobiście wielokrotnie zniechęciło do zakupów. Problem ze światłem nie dotyczy wielkopowierzchniowych marketów, tam zawsze jest jasno (i zawsze wesoło gra muzyka).

Zapach

Podczas gdy w Polsce nie można już palić nawet w pubach, w Czarnogórze zupełnie spokojnie palą sobie sprzedawcy w sklepach o powierzchni 3 metrów kwadratowych oferując na przykład… ubrania. Byłam zresztą niedawno w takim „domu handlowym” o wdzięcznej nazwie Balkanska Carica. Pełno w nim było małych sklepików, głównie z ciuchami lub chińskim asortymentem wszelakim. To często sklepiki, w których poza dwoma wieszakami jest tylko krzesło i sprzedawczyni, która siedzi sobie i pali papierosa, a dym bez przeszkód wsiąka we wszystko wokół. Także w centrach handlowych poczujemy nieprzyjemną barową woń. Tam akurat nie palą kasjerki w Zarze czy Guessie, ale klienci, którzy w przerwie w zakupach postanowili usiąść w jednym z lokali gastronomicznych, gdzie palenie jest jak najbardziej dozwolone.

Godziny otwarcia

Piekarnia całodobowa, sklep z akcesoriami do smartfonów od 7 do 21, osiedlowy kiosk z kawą od 8 do 21, podobnie drogeria i mięsny. Od rana, do nocy, zawsze otwarte, klient zawsze mile widziany.

Michael Kors za trzydzieści euro, RayBany za piątaka.

W Czarnogórze zupełnie bez krępacji sprzedawane są rozmaite podróbki, czy to torebek od projektantów, czy to drogich okularów. W okresie jesienno-zimowym na topie są rozmaite wariacje na temat butów UGG, zwłaszcza takie o których marka nawet nie śniła. Oficjalnie, na wystawie drogerio-pasmanterii pod moim blokiem, leży torebka Michael Kors za 30 euro.

Niestabilna oferta

Dość łatwo przyzwyczajam się do danych produktów spożywczych. Lubię czytać skład i wybrać to, co najlepsze. Wiem gdzie leży w sklepie, wiem ile kosztuje. Niestety, produkty pojawiają się i znikają niespodziewanie, a ceny rosną i spadają zupełnie niezrozumiale. Moje ulubione mleko roślinne Alpro najpierw na miesiąc zniknęło całkowicie ze sklepowych półek by wrócić z ceną ponad 0,50 euro wyższą. Zaniepokojona sytuacją na rynku mlek roślinnych wypytałam znajomych w innych europejskich krajach ale niestety, cena wzrosła tylko u mnie. Awokado raz kosztuje 3,5 a raz… 7 euro za kilogram. Zupełnie nie rozumiem tej niestabilności cenowo-towarowej. Jakby ktoś z Was znał przyczynę takich sytuacji, chętnie się dowiem.

Czosnek w reklamówce

Kupując w jakimkolwiek spożywczaku warzywa i owoce możemy zdziwić się tym, że absolutnie wszystko jest na wagę, a co za tym idzie, wszystko należy włożyć do plastikowej jednorazówki i okleić. Zawsze robi to pracownik sklepu. I naprawdę trzeba się mocno natrudzić, by przekonać go, że jedną główkę czosnku, jedną cebulę i dwa banany spokojnie może nam włożyć do jednej siatki i nakleić na nią 3 cenówki. Wielokrotnie mi się to nie udało, i pani ważąca warzywa z uśmiechem litości na ustach wkładała każdą rzecz do osobnej siatki, bo jak to tak – banany i czosnek razem? Do reklamówek zostaną też spakowane nasze zakupy przy kasie. Automatycznie, bez pytania. Przychodzenie z własną torbą zakupową jest prawie niespotykane, budzi zdziwienie pracowników sklepu i może sprawić jedynie, że zostaniemy uznani za niespełna rozumu.

Tłumy… pracowników

Znacie to – idziecie do Biedronki, a tam tylko jedna kasa otwarta, kolejka jak za karpiem przed Wigilią, a na sklepie ciężko znaleźć choć jednego pracownika, który nam pomoże znaleźć to, czego szukamy. W Czarnogórze jest zupełnie odwrotnie. Pracowników jest mnóstwo – 3 panie zajmują się ważeniem warzyw i owoców, kilka sprząta, kilka układa, wszystkie kasy są otwarte a dodatkowo przy każdej z nich stoi jeszcze jeden pracownik który… pakuje nasze zakupy.

Nikt nie jest winny grosika

Dochodzimy do finansów. 5 eurocentów to absolutne minimum, o które ktokolwiek zawraca sobie głowę. Jeśli na produkcie widnieje cena 1,99 możecie być pewni, że zostaniecie skasowani 2 euro, jeśli zaś macie tylko 1,95 to… nie szkodzi. Jeśli macie do zapłacenia 3,52 to usłyszycie 3,50. Pani nie zapyta o grosik (albo cencik), a jak płacąc za paliwo braknie ci 20 centów to… też nie szkodzi. Czarnogórcy się nie rozdrabniają. Cent w jedną, cent w drugą, i kasa chyba się zgadza.

Proszę podać PIN

Tutaj dochodzimy do prawdziwego szoku kulturowego, a mianowicie prośby o podanie PIN-u. Publicznego podania swojego PIN-u, do swojej karty płatniczej, zupełnie obcej kasjerce. Kto by sobie zawracał głowę podawaniem klientowi terminalu? No w Czarnogórze mało kto. Na porządku dziennym jest pytanie klientów o ich PIN, klienci zaś ochoczo podają głośno swoje hasła. Z jednej strony to dobrze świadczy o ludziach, bardzo sobie ufają. Z drugiej zaś, nieco przeraża.

Pamiętaj, aby dzień święty zignorować

Podobnie jak w Polsce, w Czarnogórze jest całkiem sporo świąt państwowych i religijnych. Zazwyczaj świętuje się dwa dni – tzn w kalendarzu są dwa dni ustawowo wolne od pracy. Nie dotyczy handlu. Albo inaczej – dotyczy chyba jedynie budżetówki. Mimo, że sklepy powinny być teoretycznie pozamykane, w Boże Narodzenia możecie spokojnie wyskoczyć na regularne zakupy (podczas gdy w całym okresie świątecznym na całym posterunku policji jest jeden (słownie: JEDEN) policjant pełniący dyżur).

* Hipermarket, to słowo bardzo na wyrost. Sklepy wielkości Biedronki czy Lidla notorycznie dodają sobie animuszu poprzez używanie nazwy „hipermarket”.

Author: Kamila Sadowska-Lasyk

Matka Polka w Czarnogórze. Absolwentka filologii serbskiej na Uniwersytecie Śląskim, stypendystka programu wymiany studenckiej w Nowym Sadzie. Posiada licencję przewodnika, chociaż jej nie używa. W wolnych chwilach chodzi na siłownię, czyta książki i usiłuje poszerzać horyzonty.

Please follow and like us:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *